Jak ustawa o sklepikach szkolnych ma wpłynąć na nasze dzieci?

Primary School Pupils Enjoying Packed Lunch In Classroom

Problem jedzenia wśród dzieci i młodzieży to nieustające zagadnienie dzisiejszych czasów. Przecież to od żywności zależy, jak nasz organizm będzie się rozwijał i jak w przyszłości będzie też funkcjonował. Jeśli od małego tą kwestię zaniedbamy i nauczymy dzieci jeść niezdrowo, wpłynie to negatywnie na całą ich przyszłość.

To, co jedzą dzieci zależy w głównej mierze od rodziców ale to nie rodzice kontrolują dziecko podczas pobytu w szkole. To, że dostaną one kanapki lub są zapisane na obiad na stołówce szkolnej, nie zawsze da pewność, że z tego obiadu skorzystają a kanapki zjedzą a nie wyrzucą po drodze do domu. Dla dzieci wygodne jest korzystanie ze sklepików szkolnych. Jeszcze do niedawna mogły tam kupić takie jedzenie, na które miały ochotę, a nie takie, jakie zapakują im rodzice. W sklepikach szkolnych dostępne były różnego rodzaju niezdrowe przekąski, typu batoniki, czekolady, chipsy, paluszki, orzeszki, lody, ciastka i oczywiście słodkie napoje.

To, co dzieci kupowały najchętniej, przynosiło właścicielom takich sklepów duże dochody. Jednak nie wpływało dobrze na zdrowie dzieci. Również w Polsce problemem zaczęła stawać się nadmierna otyłość ludzi, w tym coraz więcej u dzieci. Władze w naszym kraju dużo czasu głowiły się jak można temu przeciwdziałać. Rok temu wprowadzono więc ustawę o obowiązku usunięcia ze sklepików szkolnych niezdrowego jedzenia a zamiast tego wprowadzenia zdrowej żywności. Nie wszystkim ten pomysł przypadł do gustu. Najmniej zadowoleni byli właściciele sklepików szkolnych, do tej pory czerpiący niemałe dochody. Niezadowolone były też dzieci, które, w przerwie między zajęciami lubiły iść do sklepiku po batonika lub chipsy. Obecnie w sklepikach szkolnych mogą kupić jabłko, marchewki, zdrową, pożywną kanapkę. Protesty dzieci nie są jednak uzasadnione, dlatego, że ustawa została wprowadzona z myślą tylko o ich zdrowiu. Ustawa o sklepikach szkolnych jak na razie nie ma zamiaru być cofnięta. Ma ona jednak swoje wady i zalety. Władze już dużo wcześniej powinny o tym problemie w szkołach pomyśleć, nie zostawiając teraz szkolnych sklepikarzy ,,na lodzie’’ bo jednak zdrowa żywność nie przyniesie im tyle samo zysku co ,,śmieciowe jedzenie’’. Wprowadzenie nowych przepisów na początku było dla nich znakiem, że czas szkolnych sklepików dobiegł końca. Handlowcy wpadli wtedy na pomysł, że przecież zamiast drożdżówki można sprzedać kanapkę a zamiast batonika jabłko. Nie jest to tak opłacalne ekonomicznie jak wcześniejsza sprzedaż ale lepsze takie rozwiązanie jak jego brak. Co do kanapek, jakie mogą serwować też są zastrzeżenia. Żywność ma być zdrowa, dietetyczna ale dostarczająca dzieciom odpowiedniej ilości kalorii. Bułka musi być więc wieloziarnista, odpowiednio dobrane mięso, warzywa, również to samo tyczy się jogurtów, które mają mieć odpowiedni procent tłuszczu. Warzywa i owoce powinny być z ekologicznych upraw a nie z tych, gdzie skórka nasączona jest chemikaliami, bo takie właśnie owoce czy warzywa można kupić w supermarketach. Batoniki zostały zastąpione bananami, produktem o podobnej wartości kalorycznej ale kalorie, jakie posiada banan nie są tak zwanymi ,,pustymi’’ a zawierają białko i węglowodany, niezbędne do prawidłowego rozwoju organizmu. Zdrowa żywność w sklepikach poprawić ma u dzieci oprócz wyglądu również koncentrację i myślenie. Substancje chemiczne, które zawierają słodycze mogą być przyczyną zaburzeń tych powyższych cech. Z jednej strony, zalet tego zamieszania jest wiele. Dzieci przecież od najmłodszych lat wykształcają w sobie nawyki, na które przez szkołę podstawową i gimnazjum pracują. To, co będą jeść w najmłodszych latach będzie skutkowało ich skłonnością to przybierania na wadze w wieku późniejszym. Wiadomo bowiem powszechnie, że nie tylko genetyka ale i środowisko a więc przyzwyczajenia z dzieciństwa skutkują otyłością lub jej brakiem. Możemy temu świadomie przeciwdziałać więc gdy kolejny raz usłyszymy w telewizji o ustawie dotyczącej sklepików szkolnych, nie patrzmy na nią tylko przez pryzmat ekonomii a przede wszystkim pod względem zdrowia najmłodszych. W dzisiejszym świecie przecież to powinno liczyć się najbardziej.

Dodaj komentarz