Kto decyduje o diecie naszych dzieci

chef-1479057_1280

Kolejne polityczne pomysły mają uwolnić polską szkołę od śmieciowego jedzenia, a tym samym zdjąć z polskich dzieci jarzmo otyłości i nadwagi. Są to koncepty mniej lub bardziej trafione, ale nawet te wydawałoby się rozsądne spotykają się z krytyką. Wielu osobom dotychczasowy model karmienia dzieciaków w szkołach się opłaca. Nie brakuje też tych, którzy szczerze przyznają, że problemu nie widzą. Całe zamieszanie wydaje im się natomiast trochę nadmuchane. Tymczasem jednak problem istnieje i co gorsze z roku na rok staje się poważniejszy. Polskie dzieci tyją na potęgę, co potwierdzają statystyki nie tylko krajowe, ale również zagraniczne opracowania. Polska otwiera nawet niechlubny ranking państw europejskich, w których najmłodsi najszybciej przybierają na wadze. Poprzedni obóz rządzący podjął się walki ze śmieciowym jedzeniem w sklepikach szkolnych. Doprowadziła ona jednak do pewnego kuriozum, ponieważ nagle zniknęło z nich niemal wszystko, do czego nasze dzieci zdążyły się przyzwyczaić. A jak wiadomo nawyki żywieniowe jak sama nazwa zresztą wskazuje są czymś wynikającym z czasu oraz przyzwyczajenia. Być może lepiej było wprowadzać owe zmiany stopniowo. Zacząć od produktów najbardziej szkodliwych, zawierających najwięcej konserwantów, cukru oraz tłuszczu. Tymczasem zaplanowano niemal całkowite odchudzenie punktów, w których dzieci w trakcie przerw mogły kupić swoje ulubione przekąski. Doprowadziło to jednak wyłącznie do odchudzenia portfeli właścicieli szkolnych sklepików. Dzieci natomiast jak przystało na rezolutne młode pokolenie szybko znalazły rozwiązanie swojego problemy. Zaczęły mianowicie robić zakupy nie w samej szkole, ale w drodze do szkoły. Zakaz sprzedaży batonów, cukierków i słodkości pod każdą postacią nie objął bowiem sklepów, które młodzież mija każdego ranka po wyjściu z domu. Tak jak dzieci robią zakupy poza murami szkoły, warto by choć na chwilę opuścili je również ich rodzice. Być może wówczas dorośli dostrzegą, że mają znacznie większy wpływ na swoje pociechy niż na co dzień chcieliby przyznać. Wystarczy bowiem od małego uczyć dzieciaki, czym jest zdrowe jedzenie. Pokazywać na swoim przykładzie, że może być ono smaczne, kolorowe, apetyczne. Kiedy znajdą się już w wieku szkolnym, zadaniem rodzica powinno być wstanie kilka minut wcześniej i przygotowanie dziecku kanapek. Wręczone zamiast pieniędzy będą stanowiły jedyny sposób zaspokojenia głodu. Owszem, zapewne jakiś kolega czymś poczęstuje, ale na pewno nie odda naszemu dziecku całej paczki śmieciowego jedzenia. A to już dużo, ponieważ śmieciowe jedzenie nie musi niszczyć zdrowia. Zabójcza dla niego okazuje się zazwyczaj przede wszystkim jego nadmierna ilość. Rodzice mają natomiast wpływ na to, co spożywa ich dziecko. Może z wiekiem on nieco maleje, ponieważ młody człowiek staje się coraz bardziej samodzielny. Należy mieć jednak nadzieję, że do czasu młodzieńczego buntu zdąży on już wypracować zdrowe nawyki żywieniowe. Niejeden rodzic powie, że łatwiej powiedzieć, niż później zrobić. Zapewne, ale konsekwencja działania i wspólny front rodziców czynią cuda. A to, że czasami trzeba się dziecku postawić, to przecież naturalne zadanie rodzica. Tym bardziej, że naukowcy przestrzegają, iż z otyłych dzieci wyrastają chorowici i słabsi dorośli. Jeżeli zatem chce się wychować pełnowartościowego członka społeczeństwa, osobę, która będzie sobie samodzielnie radzić w życiu, trzeba się jednak wysilić. Zaczyna się każdego poranka, kiedy zadaniem rodzica jest dopilnowanie, aby dziecko zjadło śniadanie. Następnie wspomniane drugie śniadanie powinno znaleźć się w plecaku. Nie można zapominać o wodzie, ewentualnie soku, choć warto przyzwyczajać najmłodszych właśnie do picia naturalnej, niegazowanej wody. Nawadnia najskuteczniej, a przy okazji nie ma kalorii i dostarcza niezbędnych składników mineralnych. Choć politycy krzyczą najgłośniej o potrzebie chronienia polskich dzieci, tak naprawdę zadanie to zawsze będzie należało do rodziców. To oni pokazują swoim pociechom świat. Przekazując własny system wartości, uczą również podejścia do własnego ciała. Tak było, jest i będzie. Zatem zamiast liczyć na przełomową rewolucję na szczytach władzy, która miałaby zupełnie zmienić rzeczywistość w szkole, lepiej już dzisiaj zacząć wprowadzać pozytywne zmiany do życia domowego. Nie muszą być wielkie, trzeba bowiem dać dziecku czas na ich przyswojenie. Ważne jest jednak to, by w ogóle coś robić.

Dodaj komentarz